O historii nie na kolanach
stat4u
Blog > Komentarze do wpisu

To i tak nic nie da

Zaniedbałam bloga. Niestety ostatnio zajmuję się walką z demonami. I to cudzymi, bo moje własne jakoś nie są tak upierdliwe.

Sierpniowo-wrześniowe rocznice znowu przyprawiły mnie o kilka refleksji na temat naszej swojskiej demonologii, tfu, charakterologii. Od przaśnego, PRLowskiego dzieciństwa wbija mi się pod czaszkę przekonanie, że Polak waleczny i szlachetny jest, a jak nie jest, to nieprawda, bo zbawcą narodów jest, więc mu wolno.

Gdzieś obiło mi się o ślepia, że w naszym urodziwym i szlachetnym narodzie przeważają dwa typy osobników: szlachcic i chłop. Niby logiczne, ale nigdy nikt mnie nie uczył o historii chłopstwa polskiego. Jakoś się nie złożyło (nie licząc przypadku Jakuba Szeli).  Ale do rzeczy. Szlachcic, nie jest jakby nazwa sugerowała szlachetny, ale histeryczny. Słomiany zapał, ułańska fantazja, zastaw się, a postaw się, darcie szat i tupanie oficerkami. Chłop nie nosi łapci z łyka ani adibasów z targu w Królowych Mostach. Zaciska zęby i zasuwa na histerycznego szlachcica. Jest socjologicznym przykładem cieczy nienewtonowskiej. Można go przelewać z kieliszka do literatki, z literatki do nocnika. Ale kiedy się go przyciśnie... da odpór i wystawi naostrzoną motykę. Tyle teorii. Bo praktyka, jak się okazuje przerosła sny fizjologów.

Według mojej rodzinnej spółdzielni mieszkaniowej jestem warchołem i pieniaczem. Albowiem: kiedy po odkręceniu kurka ciepłej wody leci woda zimna, dzwonię i ochrzaniam. Kiedy zamek od drzwi wejściowych do klatki jest zepsuty - dzwonię. Jeśli po miesiącu i pięciu moich telefonach, nadal muszę dzwonić do sąsiadów, żeby mnie wpuścili, piszę paszkwila do zarządu.  Kiedy po przeróbce oświetlenia na czujniki światła i ruchu na klatce jest ciemno i muszę nosić przy kluczach latarkę - dzwonię i ochrzaniam. A kiedy dzwonię, dowiaduję się, że tylko mnie to przeszkadza. Nikt więcej się nie skarży, chociaż za wodę, konserwację domofonu i oświetlenie płaci. Ergo -  moi sąsiedzi nie są ani szlachcicami ani chłopami. Twierdzą, że "to i tak nic nie da" i wodę do mycia gotują w garach do bigosu.

Przykład z innej parafii. Istnieją pracownicy, którzy za dwa tysie netto zasuwają po 35 dni bez dnia wolnego (nie mówię tu o urlopie, tylko zwykłym dniu wolnym od pracy). I mają pretensje o wszystko do współpracowników, którzy maja taki układ w odwłoku. Do pracodawcy nie pójdą, bo "to nic nie da", a mają kredyt do spłacenia.

Ten refren "to i tak nic nie da" irytuje mnie bardziej niż drogowi cwaniaczkowie spod znaku Bayerische Motoren Werke.  Dzięki niemu nie ma już psychologicznych szlachciców i chłopów, a pojawili się niewolnicy i nadzorcy.  W każdym natomiast siedzą sobie zgodnie obaj, a wyłazi ten, który pasuje do okoliczności.

Parę dni temu obchodziliśmy kolejną rocznicę wiktorii wiedeńskiej. Polacy zbawili Europę. Uraaaaaaa!!!!  Ja natomiast, przebierając nóżkami jak króliki czarodzieja Radagasta, czekam wielkopomnej chwili, kiedy w końcu wezmą się w garść i zbawią się od samych siebie.

Tylko gdzie, do kurnej nędzy, są potomkowie zwycięzców spod Wiednia, Samosierry czy żołnierzy Grota-Roweckiego? Nie ma? Chyba trzeba historię napisać na nowo.

"Polityka" o charakterze narodowym Polaków.

niedziela, 15 września 2013, weiglowa

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2013/09/15 20:36:28
ale to naprawdę w wielu przypadkach nic nie da, z tym ze ja również nie mogę tego zrozumieć i ciągle brnę w przysłowiowa kupę albo inaczej ujmując w wewnetrzne zadręczenie bo nikogo oprócz mnie to nie obchodzi. np. albo poddaje się fali albo co pól roku zmieniam pracę. gdzie znowu włożę serce pookładam co się da i dowiem się ze za wszystko odpowiadam i muszę robić jeszcze wiece, a smietanke zbierze nierób i pieniacz bo w ten sposób na chwile się go zaspokoi. ... ciesze się ze sa jeszcze takie jednostki jak ja szkoda tylko ze trafiam na nich tylko na blogu
-
2013/09/15 21:00:24
No właśnie szukam pracy albo pomysłu na własną działalność. Widać jestem aspołeczna. Czuję żal, bo mogłoby być w tym kraju znacznie lepiej, gdyby nie ta obezwładniająca, zaraźliwa bierność.