O historii nie na kolanach
stat4u
Blog > Komentarze do wpisu

Bocian czy kapusta cz.3

Tymczasem królowie i książęta sąsiedni, każdy od swojej strony, gnębili Polskę i do swego władztwa każdy przyłączał miasta i grody graniczne, lub zdobywszy równał [je ]z ziemią. I choć tak wielkie krzywdy i klęski znosiła Polska od obcych, to jeszcze nierozsądniej i sromotniej dręczoną była przez własnych mieszkańców. Albowiem niewolnicy powstali na panów, wyzwoleńcy przeciw szlachetnie urodzonym, sami się do rządów wynosząc, i jednych z nich na odwrót zatrzymali u siebie w niewoli, drugich pozabijali, a żony ich pobrali sobie w sprośny sposób i zbrodniczo rozdrapali dostojeństwa. Nadto jeszcze, porzucając wiarę katolicką - czego nie możemy wypowiedzieć bez płaczu i lamentu - podnieśli bunt przeciw biskupom i kapłanom Bożym i niektórych z nich, jakoby w zaszczytniejszy sposób, mieczem zgładzili, a innych, jakoby rzekomo godnych lichszej śmierci, ukamienowali. 

Tak Gall pisał o wydarzeniach z 1037 roku, kiedy to wybuchło powstanie ludowe, zwane reakcją pogańską,  spowodowane nadmiarem ciężarów, które prości ludzie kojarzyli z kościołem, chociaż tak naprawdę to "poronieni książęta", czyli chciwi wielmoże ściągnęli na siebie burzę z piorunami. Mimo wszystko, starzy bogowie dla prostego ludu byli mniej kosztowni, w końcu nie budowali światowego imperium. Biorąc pod uwagę głebię wiary dzisiejszych katolików śmiem twierdzić, że powstańcy byli naprawdę marnymi chrześcijanami. Nietrudno by było, w sprzyjających okolicznościach, znowu skierować owieczki przeciw pasterzom.

Zakładam więc, że w momencie kiedy od gwałtownych rozruchów nie minął nawet wiek, wychwalanie świetności czasów pogańskich nie było zbyt politycznym posunięciem. Nie mógł też Gall, po linii kościelnej, oczernić przodków swego chlebodawcy. Najbardziej dyplomatycznym wyjściem było zbyć sprawę milczeniem.

Niestety w tamtych czasach umiejętność pisania zarezerwowana była prawie wyłącznie dla stanu duchownego. I tak, moim zdaniem, kościelna racja stanu plus monopol kleru na literki spowodowały, że historii czasów pogańskich uczą nas bajki o Lechu, Piaście Kołodzieju i wojnie gryzoni z Popielem.

 

Tak sobie myślę, że katolicyzm w Polsce nigdy tak na prawdę nie zszedł pod strzechy. Masy wiejskie przez setki lat trwały w zawieszeniu między Perunem a Jezusem. Paciorek w kościółku, ognisko na grobach, uczta dla zmarłych i zimowe wieczory przy opowieściach o strzygach, rusałkach i płanetnikach. Po zbrodniczej działalności nazistowsko-sowieckiej joint venture właśnie ta zaniedbana grupa tworzy dzisiaj profil Polaka-katolika. I pewnie stąd ta przepaść między pozornie infantylnymi wierszykami wiejskiego nauczyciela z połowy XIX a wysublimowanymi naukami ojca Tadeusza z wieku XXI.

poniedziałek, 21 stycznia 2013, weiglowa

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: